082 Obowiązuje ustawa.... ma pan obowiązek przestrzegania....
Kontrakt na posłuszeństwo, którego nikt nie podpisał
MIEJSCE AKCJI: Pokój w urzędzie. Za biurkiem siedzi Urzędniczka (U). Przed biurkiem stoi Wolny Człowiek (Ty). W powietrzu wisi napięcie, bo urzędnicza procedura właśnie zderzyła się z murem logiki i prawdy.
Urzędniczka: (głosem mechanicznym, bezosobowym) Ja rozumiem sytuację, ale to są obowiązujące przepisy. Ustawa, rozporządzenie, wewnętrzne wytyczne. Mam związane ręce. Musi to pan spełnić, podpisać i zapłacić, inaczej wyciągniemy konsekwencje. Taki jest mój obowiązek.
Ty: Obowiązek? To bardzo ciekawe słowo. Rozbierzmy je na czynniki pierwsze. Za co konkretnie ja pani płacę, żeby pani w tym urzędzie pracowała wobec mnie?
Urzędniczka: (zaskoczona) Słucham? Ja wykonuję procedury określone w prawie.
Ty: Nie o to pytam. Pytam o kontrakt finansowy. Co miesiąc z moich podatków na pani konto wpływa pensja. Zgadzamy się? Płacę pani za konkretną usługę. I teraz chcę wiedzieć: czy ja płacę pani za straszenie mnie? Za wymuszanie? Za urzędnicze oszukiwanie i zastawianie pułapek w przepisach? Czy płacę pani za ochronę moich praw i wolności, jak czarno na białym nakazuje Artykuł 30?
Urzędniczka: (obruszona) Nikogo nie straszę! Informuję jedynie o sankcjach. Jeśli nie dostarczy pan tego dokumentu, nałożymy karę, mandat, cofniemy pozwolenie, a w ostateczności sprawa trafi do sądu i grozi panu więzienie za nieposłuszeństwo wobec organu! Przepisy to przepisy!
Ty: No właśnie. Kara, mandat, zabranie pozwolenia, straszenie więzieniem za brak posłuszeństwa... Przecież to jest jawne odbieranie mi moich praw i wolności. Czy czegoś tu nie rozumiem? Twierdzi pani, że jakaś ustawa czy rozporządzenie ministerstwa może ot tak odebrać mi moje prawa?
Urzędniczka: (zniecierpliwiona) Ustawa to obowiązujące prawo! Każdy ma obowiązek się jej podporządkować. Państwo ma prawo ograniczyć pana prawa dla porządku publicznego!
Ty: (uśmiechasz się lekko) O, i tu dochodzimy do najwspanialszego momentu tej farsy. Przepisy, na które tak chętnie się pani powołuje, mówią o prawach „NIEZBYWALNYCH”. Wie pani w ogóle, co to znaczy „niezbywalne”?
Urzędniczka: (milczy, próbuje uciec wzrokiem w monitor)...
Ty: Niezbywalne oznacza, że nikt na tej planecie nie może mi ich odebrać. Żaden minister w rozporządzeniu, żaden poseł w ustawie, ani żaden urzędnik przy biurku. Co więcej – to oznacza, że ja sam nie mogę się ich zrzec, nawet gdyby pani mnie do tego zmusiła. One są moje z racji tego, że żyję i jestem człowiekiem.
Urzędniczka: (defensywnie) Ja tylko wykonuję swoją pracę... Mam swoje obowiązki służbowe!
Ty: To powtórzę pytanie: Kto panią zwolnił z obowiązku przestrzegania Artykułu 30, który nakazuje pani te prawa chronić? Pani przyjęła zobowiązanie do ochrony moich praw i bierze za to pieniądze. Ja natomiast nie przyjąłem żadnego zobowiązania, żeby być posłusznym pani nielogicznym przepisom i nikt mi za to nie płaci. Czy to ja pani płacę za ochronę mojej wolności, czy to system płaci pani za to, żebym ja przed panią klękał i podpisywał własny wyrok?
(w pokoju zapada absolutna cisza, słychać tylko szum komputera)
Ty: (patrzysz na nią ze spokojem i wykładasz prosty, chłopski wniosek) Pomyliła się pani... Słowo „obowiązuje” i „obowiązek” całkowicie się pani pomieszały. Obowiązek – jak czarno na białym widać w drugiej części Artykułu 30 Konstytucji – leży na pani i na pani szefie, a nie na mnie! Tam jest wyraźnie napisane: „Poszanowanie i ochrona godności jest obowiązkiem władz publicznych”. Słyszy pani? To pani ma obowiązek wobec mnie, za moje własne pieniądze. Ja nie mam żadnego obowiązku ulegać bezprawiu i nielogicznym paragrafom. Moje prawa są niezbywalne, a pani praca to służba, nie władza. Więc proszę zacząć w końcu realizować swój jedyny, prawdziwy obowiązek.
Comments
Post a Comment