086 Demokratyczne wybory i sądy = aparat ucisku i okrucieństwa

 Demokratyczne wybory i sądy = aparat ucisku i okrucieństwa



Wybory i Sądy: Czym są?

Propaganda ukształtowała w nas ślepe poczucie, że poprzez powszechne wybory i sądy to my, obywatele, „rządzimy”. Ale zadaj sobie proste pytanie: Kim lub czym właściwie rządzimy? Na to większość z nas nie zna już odpowiedzi. Zdesperowani ludzie powtarzają mantrę: „Cokolwiek, byle to była demokracja!”. Mało kto potrafi spojrzeć na rzeczywistość czysto, jak dziecko – bez systemowej indoktrynacji – i zapytać: Skoro mamy już tę upragnioną demokrację i przynosi ona tyle ucisku, to czy naprawdę chcemy jej jeszcze więcej?

W tym artykule dowiesz się – o ile potrafisz jeszcze myśleć niezależnie od państwowej tresury – że ani wybory, ani sądy nie są tym, czym powinny być. Wybory nie służą wybieraniu człowieka, którego znasz i któremu ufasz. Sądy nie są miejscem rozstrzygania, czy dany czyn był prawy i sprawiedliwy. Przekonasz się, że idąc do urn, sami na siebie bicz sprawiamy.


Od złego króla do bezkarnego parlamentu: Krótka lekcja historii

Aby zrozumieć, jak daliśmy się zapędzić w ten kozi róg, musimy cofnąć się w czasie.

Kiedyś król był samowładcą. Często dopuszczał się potwornych ekscesów i bywał tyranem. Jednak w tamtym systemie sytuacja była jasna: istniał jeden konkretny człowiek odpowiedzialny za zło i każdy wiedział, kogo należy rozliczyć lub w ostateczności uciszyć. W 1215 roku angielscy magnaci uciszyli króla Jana bez Ziemi, wymuszając na nim podpisanie Magna Carta (Wielkiej Karty Swobód). Ustanowiła ona fundamentalną zasadę: króla obowiązują dokładnie te same prawa, co wszystkich innych ludzi.

Później magnaci uznali, że potrzebny jest parlament, który będzie stale kontrolował zapędy monarchy. I tu narodził się potwór. Słowo „parlament” pochodzi od francuskiego parler – czyli rozmawiać, gadać. Ten „zespół gadaczy” szybko zorientował się, że ma potężną władzę. Parlamenty zaczęły czynić dokładnie to samo zło, co dawni tyrani, ale na niewyobrażalnie większą, masową skalę.

Tak jest do dziś. Współcześnie nie istnieje żaden rzeczywisty mechanizm kontroli nad tymi parlamentarnymi przestępcami. Władza bez realnej kontroli zawsze staje się tyranią i przestępstwem. Co prawda Konstytucja dumnie głosi zasady praworządności i sprawiedliwości (Wstęp oraz Art. 2), ale w rzeczywistości nie mamy nad nimi żadnego bata. Tym batem byłyby sądy prawa, lecz konstytucja nie każe im orzekać na podstawie i w imieniu prawa art 174 tylko w jakimś innym niż prawo imieniu - bezprawia.

Musimy wreszcie zacząć sobie uświadamiać, że demokracja to absolutne przeciwieństwo praworządności. Jeśli za decyzje odpowiada jedna osoba, można ją pociągnąć do odpowiedzialności. W demokracji, gdzie władza rozmywa się w bezimiennym tłumie posłów, nikt nie jest odpowiedzialny za nic. Demokracja to system zorganizowanej nieodpowiedzialności – i jest to prosta droga do nikąd.


Wielkie oszustwo założycielskie i iluzja wyboru

W szkole za komuny uczono nas brutalnej, ale prawdziwej definicji: Rząd to aparat ucisku klasy rządzącej nad pozostałymi klasami”. Dziś, w III RP, ta definicja jest bardziej aktualna niż kiedykolwiek. Zobacz, drogi czytelniku, w jaką logiczną matnię dałeś się wciągnąć, zestawiając oficjalne deklaracje państwa z ich własnym, ukrytym małym druczkiem:

  • Zobowiązania na papierze: Art. 4 mówi, że władza należy do Narodu. Art. 7 nakazuje urzędnikom działać ściśle w granicach prawa. Z kolei Art. 30 wprost nakazuje władzy publicznej poszanowanie i ochronę Twoich przyrodzonych, niezbywalnych praw i wolności.

  • Brutalny bat w małym druczku: Na końcu tych pięknych deklaracji pojawia się Art. 104, który rażąco koliduje i całkowicie kasuje Art. 4, Art. 7 oraz Art. 30. Mówi on bezczelnie, że poseł „nie jest związany instrukcjami wyborców”.

I w tym momencie cała bajka pęka. Idziesz na wybory, oddajesz głos, podpisujesz listę i... właśnie przyklepałeś swojego własnego ciemiężyciela, dając mu pełną bezkarność. To jest właśnie to najprawdziwsze, najmroczniejsze oblicze demokracji: idziemy do urn wyborczych sami, dumni, że to przecież „my rządzimy”, podczas gdy w rzeczywistości wybieramy swoich oprawców tylko po to, aby zapewnili nam systemowe okrucieństwo. Wrzucając kartkę do urny, dobrowolnie legalizujesz aparat ucisku, który od tej minuty – całkowicie odcinając pępowinę odpowiedzialności – zaczyna Cię bezwzględnie niszczyć.


Sąd jako korporacja i norymberski paradoks III RP

Idziesz do sądu, bo wierzysz w zapisaną na papierze sprawiedliwość. Prawdziwa sprawiedliwość jest prosta: to uznanie dobra i karanie realnego łamania prawa (wyrządzenia krzywdy, szkody lub kradzieży drugiemu żywemu człowiekowi). W sądach III RP prawdziwe prawo i sprawiedliwość są surowo zabronione. Obowiązuje tam bezprawie ustawowe i kult papierowej procedury, ponieważ sądy i urzędy traktują nas jak własność prywatnych korporacji (zarejestrowanych v międzynarodowych rejestrach handlowych, jak UPIK).

Zadaj sobie proste pytanie: Czy korporacja McDonald's może wysłać do Ciebie list polecony, zmusić Cię do podpisu, nakazać pod groźbą kary stawiennictwo w ich lokalu i zmusić do brania udziału w ich biznesie na ich zasadach? Nie, bo to absurd. Dlaczego więc pozwalasz robić to korporacji posługującej się nazwą „Sąd”?

Pamiętajmy o fundamentalnej prawdzie: to, że sądy, prokuratorzy czy premier działają w ramach korporacji, pod żadnym pozorem nie zwalnia ich z przestrzegania prawa (co jasno nakazują Art. 7 i Art. 82 Konstytucji). Prawo i odpowiedzialność obowiązują wszystkich – zarówno ludność, jak i pracowników tych urzędniczych korporacji. Sędzia, prokurator czy inspektor nie są bogami i nie mają prawa stawać ponad prawem!

Niedawno ludzkość skazywała zbrodniarzy w Procesach Norymberskich za to, że czynili potworne okrucieństwo w imieniu III Rzeszy, zasłaniając się tym, że „tak wymagała od nich ustawa”. Dzisiaj, o ironio, sędziowie i prokuratorzy z dokładnie tym samym ślepym posłuszeństwem wymierzają nam systemowe okrucieństwo i niszczą ludzkie życia w imieniu III RP. Skoro na tamte ustawowe okrucieństwa ustanowiliśmy Norymbergę, to co ustanowimy na obecne?


Językowa ciekawostka: Bliźniacze klatki pojęciowe

Czy zastanawiałeś się kiedyś, skąd v ogóle bierze się słowo Rzeczpospolita? Jego etymologia kryje porażającą analogię do niemieckiej Rzeszy (Reich), a oba te pojęcia rodzą identyczne skutki w postaci ucisku.

Słowo Rzeczpospolita to XVI-wieczne tłumaczenie łacińskiego Res Publica. W staropolszczyźnie „rzecz” oznaczała interes lub własność, a „pospolita” odnosiła się do ogółu, czyli „pospólstwa” (najniższej klasy poddanych). Rzeczpospolita to dosłownie Zarząd nad Interesem Pospólstwa”. Z kolei słowo Rzesza (tłumaczenie niemieckiego Reich) v języku staropolskim oznaczało dokładnie to samo: wielki tłum lub gromadę ludzi poddanych jednej odgórnej władzy. W obu przypadkach żywy człowiek zostaje wtłoczony w ramy bezimiennego stada i oznaczony numerem PESEL (kontem powierniczym), by korporacja mogła handlować jego życiowym potencjałem.

Niewiele dekad temu ukaraliśmy przestępców, którzy działali w imieniu III Rzeszy, ale nie w imieniu prawa. Czy nie jest ponurą ironią, że dziś nasze sądy również nie orzekają w imieniu prawa, tylko w imieniu 3 RP? Najgorsze jest to, że to ogromne, wszechobecne niewolnictwo finansujemy sami – w podatkach i przymusowych, niszczących haraczach takich jak ZUS czy inne wymuszone daniny.


Bogowie w białych fartuchach – ostateczny etap kontroli

Gdy myślisz, że to niewolnictwo dotyczy tylko Twojego portfela i ziemi, system idzie o krok dalej. W przestrzeni publicznej pojawiają się doniesienia o dekretach grup medycznych i lekarzy, którzy przypisują sobie prawo do decydowania o ludzkim życiu i śmierci – zamiast Boga. Wprowadzane są procedury pozwalające na faktyczne uśmiercanie pacjentów wbrew ich woli, bez zgody i bez powiadomienia rodziny. Co więcej, lekarze, którzy odmawiają udziału w tym bezprawiu i powołują się na sumienie, mają być karani i pozbawiani licencji.

Oto dokąd prowadzi bezrefleksyjne oddawanie swojej władzy w wyborach. Zaczyna się od oddania głosu w urnie, przechodzi przez korporacyjny sąd, który handluje Twoim numerem PESEL, a kończy w szpitalnym łóżku, gdzie urzędnik decyduje, kiedy masz przestać oddychać.


Podsumowanie: Czas na głęboką refleksję

Czas przejść od samej krytyki do głębokiego zastanowienia i konkretnych akcji. Naszym fundamentalnym obowiązkiem jako świadomych ludzi jest taka zmiana struktur społecznych, aby obecny system pod żadnym pozorem nie przynosił na myśl okrucieństw, które w Norymberdze potępiliśmy! Musimy odrzucić ślepy legalizm i postawić żywego człowieka ponad bezdusznym przepisem korporacji.

Warto w tym miejscu zatrzymać się i dostrzec, że na świecie są ludzie – tacy jak chociażby Larken Rose – którzy głoszą idee pozytywnej anarchii – odrzucenie rządów tyranii. Pokazują oni bezsens i iluzję obecnych rządów oraz udowadniają, że społeczeństwo może funkcjonować znacznie lepiej, bezpieczniej i sprawiedliwiej niż obecnie.

Prawdziwa wolność i suwerenność nie narodzą się z narzekania. Musimy zacząć myśleć i szukać prawdziwych mechanizmów kontroli, ponieważ ani wybory, ani sądy dzisiaj nimi nie są.


Słowa nadziei: Nasz prawy mechanizm obronny

Gdzie zatem szukać wyjścia? Odpowiedź leży w potężnych, uniwersalnych zasadach, które system musiał uznać i zapisać własną „ręką”. Mamy pełne prawo, a nawet moralny obowiązek, wymagać realizacji tych zapisów w codziennym życiu. Oto nasze praktyczne drogi wyjścia i tarcze obronne:

  1. Consensus facit legem (To nasza zgoda tworzy prawo): To fundamentalna zasada prawa rzymskiego. Jeśli nie wyrażasz na coś świadomej zgody, nikt nie ma prawa narzucać Ci korporacyjnych regulaminów. Pamiętaj o starej zasadzie Nihil novi – nic o nas bez nas. Twoja odmowa podpisu i odmowa udziału w ich procedurach to najpotężniejsza broń.

  2. Państwo Prawa, a nie państwo ustawy: Wstęp do Konstytucji oraz Art. 2 jasno definiują, że jesteśmy państwem urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości. Sprawiedliwości, a nie ślepych dekretów. Z kolei Art. 4 stawia sprawę jasno: to my – żywi ludzie, Suweren – jesteśmy jedynym zwierzchnikiem władzy. Oni są tylko sługami, którzy mają obowiązek stać na straży naszych praw (Art. 30).


Rozliczenie sądów z bezprawia: Żaden jednoosobowy sędzia-urzędnik nie ma prawa sądzić wolnego człowieka, ponieważ z automatu łamie to zasadę równości wobec prawa (Art. 32). Sędzia stawia się wtedy w pozycji pana, a Ciebie w pozycji poddanego. Prawdziwe orzekanie o winie wolnego człowieka może odbywać się wyłącznie przed niezależną ławą przysięgłych (12 jurorów) i to na podstawie Prawa Naturalnego, a nie korporacyjnego bezprawia ustawowego. Urzędnicy, sędziowie i premierzy muszą zostać bezwzględnie rozliczeni na mocy Art. 7 i Art. 82 – nikt nie stoi ponad prawem, a łamanie praw człowieka jest przestępstwem.

  1. Międzynarodowa tarcza suwerena: System podpisał i ratyfikował Międzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych. Ratyfikacja tego paktu to nie tylko stworzenie nadrzędnej umowy prawnej, ale oficjalne przyrzeczenie, że system będzie respektował i wykonywał wszystkie przyrodzone prawa człowieka. Masz pełne prawo powoływać się na te dokumenty i żądać ich bezwzględnego przestrzegania.

Zmieńmy ten system czynem. Nie szukajmy nowych panów w urnach wyborczych. Zacznijmy twardo i odważnie egzekwować to, co sami musieli zapisać na naszą korzyść. Wolność zaczyna się w momencie, gdy z pełną świadomością swoich praw powiesz korporacji: Nie wyrażam zgody.


Na każde ich wezwanie, żądanie, przypominanie że mamy obowiązek (kto dał suwerenowi jakiś obowiązek? My im przypominajmy te artykuły ich ręką pisane; art 30 o ich obowiązku wobec nas, o art 4 i 2.


Link: Wybory - Służba Narodowi https://zwierzchnikwladzy.blogspot.com/2025/03/wybory-sluzba-narodowi.html


(dziwaczne numerowanie, to osiagniecie Blogspot ktory to takie rzeczy wyprawia; przepraszamy za ta niedogodnosc - autor)

Comments

Popular posts from this blog

052 Miedzynarodowy Pakt Praw Cywilnych i Politycznych z komentarzami (29 lipca 2026)

037 Historia niewoli i Magna Carta

015# Mam prawo